Wczoraj Gutek opublikował swoją odpowiedź na maila zatytułowanego "Prośba o radę…". Los chciał, że dostałem maila o identycznym tytule, jednak innej zawartości. Jakaś zorganizowana akcja, żeby dać piątaka?:). Odpisanie na niego zajęło mi dobre półtorej godziny i doszedłem do wniosku że publikacja tego co się urodziło może być faktycznie dobrym pomysłem.
Streszczenie maila, aby wprowadzić wszystkich w kontekst:
"Jestem studentką drugiego roku studiów informatycznych i mam pewne obawy wobec dalszego przebiegu sytuacji. (...) Wiem, że wszystko zależy ode mnie. Wiem też, że pracodawcy cenią głównie doświadczenie. (...) Nie wiem jak powinnam zabrać się za to przygotowywanie. (...) Czy mógłby mi Pan powiedzieć jak u pana przebiegał ten start? Co taka adeptka jak Ja powinna umieć nim rozpocznie swoją pierwszą pracę?"
W tym roku dostałem podobnych maili 4 albo 5, zatem temat wydaje się być interesujący dla sporej rzeczy Czytelników (nie żebym 4 czy 5 osób uważał za "rzeszę", ale wiadomo OCB).
W takim razie, aby nie przedłużać, poniżej moja nieznacznie wyedytowana odpowiedź:
"Jesteś na drugim roku studiów, więc moim zdaniem nie masz w ogóle powodów do obaw. Na tym etapie jesteś i tak dużo bardziej "zaangażowana zawodowo" niż ja wtedy byłem - cokolwiek w kierunku zostania dobrym programistą zacząłem działać dopiero na III roku. Wcześniej interesowało mnie jedynie tak zwane "życie studenckie". Rozterki w Twoim przypadku są więc bardzo dobrym znakiem - zmarnujesz mniej czasu niż ja zmarnowałem:).
Ja po otrząśnięciu się (tzn. po poważnym zadaniu sobie pytania "co dalej z tym życiem? niedługo koniec studiów a ja nic nie umiem!") zabrałem się na poważne do roboty. Zdecydowałem się na poznanie platformy .NET bez jakiegoś szczególnego powodu. Wiedziałem tylko tyle, że bardziej mi się podoba C# niż Java (chociaż uzasadnić tego nie potrafiłem).
Nie ma co się zbytnio rozpisywać nad kolejnymi etapami w "edukacji", więc wymienię je tylko w punktach, poczynając od początku III roku studiów:
- zapisanie się do akademickiej grupy .NET i nauka na każdym spotkaniu masy nowych rzeczy
- samodzielne poznawanie platformy poprzez pisanie małych programików (jak ściągacz/wyszukiwarka rozkładów autobusów z netu, wysyłanie wiadomości na GG, budzik/timer/zegar, etc...)
- po kilku miesiącach czegoś takiego - dołączenie do drużyny startującej u mnie na uczelni w konkursie Imagine Cup - najlepsza decyzja w moim programistycznym życiu
- zgłoszenie się do zespołu studentów rozwijających portal codeguru.pl (już nie ma takiej możliwości, a szkoda, bo była to fajna opcja dla ludzi szukających udziału w sporym projekcie)
- zdanie pierwszego certyfikatu MS - voucher dostałem z uczelni za start w IC, a nauka do niego dość dużo mi dała
- wyjazd na sokrates-erasmus do danii na IV rok (tam też sporo nauki we własnym zakresie oraz realizacja 2 projektów semestralnych, co pozwoliło mi na poznanie asp.net, bo wcześniej programowałem tylko w winforms)
Tutaj przerwę żeby napisać: na tym etapie, czyli 2 lata po podjęciu decyzji "czas coś ze sobą zrobić", byłem już na zupełnie innym poziomie. Nawet porównując się z rówieśnikami mogłem być zadowolony. Rok w Polsce i rok w Danii bardzo ciężkiej pracy (oczywiście za darmo) pozwolił mi na ogromny wręcz skok umiejętności, rozeznania w narzędziach, doświadczenia... Aż sam się zdziwiłem, że w tak niewiele czasu można zdziałać aż tyle. Co prawda odbiło się to na drastycznym zmniejszeniu liczby imprez, ucierpiały też na tym studia (zależało mi tylko na nauce .NET, olałem całą resztę... a na uczelni żaden przedmiot nie był prowadzony w C#/.NET, więc siłą rzeczy cały materiał na studiach zaliczałem po najmniejszej linii oporu) - ale było warto. Po powrocie z Danii, gdy szukałem praktyk, dostałem się na wszystkie stanowiska na jakie aplikowałem (finalnie wylądowałem w Erze, ale przyjęli mnie też do jakichś 2 banków i do Siemensa... nie pamiętam czy gdzieś jeszcze).
Więc po takim wtrąceniu, dalej, V rok studiów:
- praktyki w Erze
- kilka miesięcy pracy zdalnej jako programista ASP.NET
- ponownie start w Imagine Cup
- stanowisko architekta w projekcie ITCore.pl - to już legenda, klasyczna porażka Microsoftu i całego naszego zespołu, oraz wywalenie do kosza 9-miesięcznej pracy kilkudziesięciu studentów, ale mimo to zdobyłem masę doświadczenia oraz imponujący wpis w CV (mimo porażki projektu)
- magisterka
Potem nadszedł czas szukania pracy... i problemów nie było żadnych. Przy pierwszym podejściu dostałem się do 4 firm w Warszawie. Potem zmieniałem pracę dwukrotnie, i też znajdowałem nowe firmy właściwie w ciągu tygodnia.
Z tego wszystkiego co zrobiłem jestem bardzo zadowolony i nie chcę się nawet zastanawiać jak wyglądałoby teraz moje życie, gdybym w porę nie zorientował się, że po studiach wypada coś sobą reprezentować. Było oczywiście bardzo ciężko, pieniędzy nie miałem z tego żadnych (co chyba irytowało mnie najbardziej, bardziej niż pracowanie/nauka po kilkanaście godzin dziennie, 7 dni w tygodniu) - ale tak czy siak opłaciło się.
Zatem napisać mogę jedynie: niczym się nie przejmować, głowa do góry i moje motto: DO ROBOTY :)."
Potem było jeszcze prawie drugie tyle "ustosunkowywania się" do kilku poszczególnych linijek z maila, ale wyrwane z kontekstu nie do końca będą miały tutaj sens, więc pozwolę sobie je pominąć.
Może dorzuci ktoś jakieś porady, wskazówki?