Coraz to kolejne kroki w internetowym świecie stawiam. Kiedyś wielkim halo było dla mnie założenie konta na GoldenLine. "A bo to taki niepotrzebny ekshibicjonizm".
Coś bardziej "online'owego" i "wyflaczającego w wirtualną rzeczywistość" niż założenie bloga trudno sobie wymyślić, więc wszystko co działo się później to raczej malutkie kroczki naprzód. A to rozpoczęcie romansu z Twitterem. A to założenie prywatnego konta "na fejsie" (początkowo tylko po to żeby promować Daj Się Poznać!, ale tak już zostało... i w sumie jest cool)...
Wczoraj nastąpił kolejny etap mojej integracji z siecią. Po małych problemach (i zastanawianiu się od marca "czy warto?") uruchomiłem fanpage niniejszego bloga na facebooku (fanpage się to zwie na pewno?): http://www.facebook.com/Maciej.Aniserowicz.o.programowaniu. A więc każdy może się teraz do mnie wirtualnie przytulić klikając "Lubię to".
Przyznam, że nie do końca wiem "po co to się robi" i jakiego efektu oczekuję i co ma wnieść ten post. Chyba po nic, i chyba żadnego i chyba nic. Ale (tak jak wcześniej z reklamami) - mały eksperyment nie powinien nikomu/niczemu zaszkodzić, nawet jak nie zmieni w żaden sposób obecnego stanu rzeczy.