Mniej więcej dwa miesiące temu postanowiłem, że chcę mieć trackballa. Mniej więcej miesiąc temu otwierałem paczkę z Logitech Cordless Optical TrackMan. Co było dalej - o tym poniżej.
Najpierw jednak o motywach tej decyzji. Przez całe moje personalne otoczenie (i część "twittosfery":) ) została ona odebrana z niemałym zdziwieniem. Padały pytania w szerokim zakresie, od "to robią jeszcze trackballe?" do "po co?".
Powód pierwszy: programistyczne graby nie są z żelaza. Wie to chyba każdy dev spędzający przed komputerem więcej niż Bozia nakazała. Ja akurat niestety przez ostatnie tygodnie wyrabiam prawie dwukrotną normę i zauważyłem nowe dla mnie zjawisko: ból ręki spowodowany obsługą myszki ( ;) ). Nie tylko plecy pękające od krzesła, nie tylko dłonie drętwiejące od klawiatury, ale właśnie również "myszkownica". Pobieżne przejrzenie internetu dawało nadzieję, że trackball może być lekiem na to zło.
Powód drugi: urozmaicenie. Uważam, że raz na jakiś czas powinno się odświeżyć stanowisko pracy. Może być to dodatkowy monitor. Może być inny system operacyjny. Albo nowe narzędzie. Albo nowe krzesło/klawiatura. Albo nawet zmiana durnego przyzwyczajenia, jak np. "taby vs spacje". Zawsze jest to jakiś czynnik demontujący chwilowo codzienną rutynę. Tym razem padło u mnie na trackball.
Powód trzeci: zauważyłem, że poruszanie się między trzema ekranami sprawia mi realny problem i jest o wiele bardziej uciążliwe niż można by się spodziewać. I to pomimo ustawienia maksymalnej prędkości kursora. Mam wrażenie, że codziennie przemierzam kursorem dosłownie kilometry. Po części można poradzić sobie starając się całkowicie wyeliminować myszkę z tego procesu, ale jednak każdy chyba zdaje sobie sprawę że nie jest to autentycznie możliwe w 100%. Miałem nadzieję, że "machnięcie kulką" będzie wygodniejsze niż jeżdżenie myszką po blacie.
I na koniec: lubię być czasami ekscentryczna, nieprzewidywalna:).
Nie budując dalej sztucznego napięcia napiszę swoją opinię o tym produkcie: kupiony przeze mnie trackball jest po prostu za-je-bis-ty. Nie wyobrażam sobie teraz powrotu do myszki. Wszystkie wymienione powyżej dzikie pragnienia, słuszne czy nie, zostały zaspokojone.
Przez pierwsze dni korzystania z tego narzędzia pisałem swoisty pamiętnik, który niniejszym prezentuję w postaci prawie niezmienionej. Enjoy.
Dzień 1
- problem ze sterownikami - najnowsza wersja ściągnięta z netu nie wykrywa tego trackballa, musiałem szukać starych (są dostarczane na cd, ale mam niepodłączony cdrom);
- urządzenie działa i tak, ale nie można skonfigurować prędkości kursora oraz dodatkowych przycisków (których w sumie jest aż 8 + scroll)
- ból nadgarstka pogłębił się - jako Pomysłowy Procentomir nieposiadający podkładki z "żelowym wzniesieniem pod nadgarstek" podkładałem pod rękę zwiniętą skarpetę i było lepiej
- spodziewałem się że 'machnę' kulką i będę 2 monitory dalej, a muszę się nieźle nakręcić palcami żeby to osiągnąć - nie jest szybsze niż myszka (noooooooooo!)
- po instalacji dobrych (starszych) sterowników wszystko działa zdecydowanie lepiej
- po odpowiednich ustawieniach - kursor śmiga tak szybko jak chcę (pointer speed prawie max - jak zawsze zresztą - plus dodatkowo pointer acceleration na high dzięki czemu kursor leci tym szybciej im szybciej kręcę kulką)... przemieszczanie się miedzy 3 monitorami wygodne jak nigdy
- właściwie nie ma większego problemu z przestawieniem się, a z każdą godziną idzie jeszcze coraz sprawniej
- odkrywam zajebistość funkcjonalności lock - specjalny przycisk którego jedno kliknięcie działa jak wciśnięcie LPM i przytrzymanie go - nieocenione przy przenoszeniu tekstu albo plików
- w jakiejś recenzji na youtube trackball wyglądał na bardzo lekki, latał po biurku... tak nie jest; może w recenzji wykorzystano starszą wersję bo ten jest dość solidny i ma pod spodem "gumowe podkładki", wiec stabilnie stoi i się nie rusza
Dzień 2
- dużo większa precyzja i sprawność, w okolicach południa posługuję się prawie tak sprawnie jak myszką
- ... ale dużo szybciej przenoszę kursor między monitorami, dzięki czemu na pewno już na tym etapie pracuję bardziej wydajnie niż z myszka
- dodatkowe wrażenia końca dnia pracy, z godziny 1:30 w nocy (programuję od 5:30 z krótkimi przerwami): korzystanie z trackballa jest już całkiem naturalne, jest jak wielkokulkowe przedłużenie ręki... która po tylu godzinach nie boli!
Dzień 3
- od samego rana czuję jakbym używał trakcballa od lat
- na próbę wziąłem myszkę (która cały czas leży jeszcze podłączona na biurku na wszelki wypadek) i... jakie to wydaje się głupie! nie ma już dla mnie powrotu do suwania ręką po stole
- przed kupnem obawiałem się jego bezprzewodowości (praktycznie nie da się znaleźć sensownej przewodowej alternatywy); miałem nieprzyjemne doświadczenia z bezprzewodową klawiaturą na Viście gdzie ciągle coś przerywało - tutaj jednak ani razu tak się jeszcze nie zdarzyło, działa idealnie tak jakby był na kablu
- dodatkowo dzisiaj zaczęły sprawnie wychodzić gesty w Operze (PPM + ruch), wcześniej miałem z tym problemy, widać wszystko jest kwestią przyzwyczajenia
Dzień 4
- używam już bez skarpety/żadnej podkładki, ręka sama układa się poprawnie i nie boli
- dzięki fajnemu mapowaniu przycisków (enter, dbl click, minimize, backspace) mogę dużo rzadziej wędrować ręką pomiędzy klawiaturą i myszką; bardzo, bardzo cool, aż mi teraz głupio że nigdy nie dałem szansy zwykłej myszce z więcej niż 3 przyciskami
Dzień 5
- coraz bardziej doceniam możliwość poruszania się po monitorach bez ruszania ręką... jedno-dwa machnięcie palcami i kursor jest tam gdzie chcę
- próbowałem sprawdzić sprawność w czymś innym niż praca i pograłem kilka minut w strzelanki we flashu - nie było źle, ale póki co tutaj trackball jest mniej wygodny niż mysz
- kulka jakby działa coraz sprawniej - "wyważa" się czy co? coraz lepiej wychodzi mi mocne "puszczenie" kulki tak, żeby sama się kręciła ciągnąc za sobą kursor
- zauważyłem też że bezwiednie zacząłem używać odpowiedniej liczby palców do różnych ruchów ( :) ) - długie pchnięcie kursora serdecznym, precyzyjne najechanie na cos - 3 palce itd
Podsumowanie
- nie wrócę do myszki, bo trackball sprawdził się doskonale
- nie próbowałem, ale śmiem twierdzić że w gry inne niż szachy czy hirołsi raczej na tym nie pogram... ale to nie problem, bo właściwie nie gram na komputerze (chociaż za kilka tygodni przetestuję jak się sprawdza w - nareszcie! - Starcrafcie II)
- nadgarstek miał nie boleć - i nie boli (przy warunkach dość bojowych, dochodzących czasami do 16-18h dziennie przy komputerze)
- zastrzeżenie: pewnie jakbym miał tylko 1 monitor (albo 2 mniejsze) to bym tak nie docenił jego zalet; główny power to błyskawiczne przeskakiwanie miedzy ekranami które generowało 80% ruchów myszką
- ten konkretny model wymaga raczej większych dłoni; ja nie mam co prawda renców zakończonych bochnami chleba i daję radę, ale już moja Joanna nie może go swobodnie używać; na takie okazje są jednak mniejsze trackballe
- rzecz zdecydowanie warta swojej ceny; jeśli ktoś ma "luźne" ~250zł i gotów jest lekko zaryzykować to gorąco polecam! (nie biorąc jednak za to żadnej odpowiedzialności, bo na pewno nie każdemu przypadnie do gustu)
- na koniec podziękowania dla Gutka, który widząc moje twitterowe rozterki dotyczące wyboru odpowiedniego modelu skontaktował mnie z trackballowym specem; dzięki temu kupiłem ten a nie inny model oszczędzając dobre kilka dni czytania recenzji i opinii