Minął ponad rok od kiedy zwiększyłem swój "obszar roboczy" ponad 2x: do 19" Benq dorzuciłem 24" Hyundai. Od kiedy zmieniłem miejsce pracy na domowe zacisze krok ten doceniam oczywiście o wiele bardziej niż wcześniej, gdy w domu programowałem jedynie hobbystycznie. I któregoś pięknego dnia zapaliła się w nienasyconej głowie lampka: "a może by tak... jeszcze więcej?".
No tak, łatwo powiedzieć. Trzeci monitor to, pomijając wydatek na sam ekran, kolejna karta graficzna (lub jakiś rozgałęziacz do aktualnie posiadanej...?). A i biurko pewnie też trzeba by było powiększyć. Wszystko to wydawało się dość ryzykownym posunięciem zważywszy na to, że nie miałem wcale pewności co do powodzenia tego eksperymentu. Przeskok z jednego na dwa monitory to zdecydowanie wyborna decyzja i wiedziałem o tym już wcześniej, ale czy tak samo będzie z trzecim ekranem?
Nie budując dłużej napięcia śmiało powiedzieć mogę: WARTO! Nie jest to co prawda tak drastyczny wzrost komfortu jak przejście z 1 na 2, ale i tak "freelancuje" się o niebo lepiej. Tym bardziej, że lista narzędzi, które mam odpalone podczas normalnej pracy non stop jest dość pokaźna: wirtualka z Visual Studio & company, Management Studio ("zdalnie" podłączone do bazy na wirtualce), Total Commander, Skype, X-Lite (niezbędne do testowania tworzonego systemu), OnTime (do zarządzania projektem), Excel (do lokalnego notowania postępów prac), Operę, Outlooka i okazjonalnie Gadu-Gadu. I zdarza się, że z wszystkiego tego korzystam jednocześnie – a wtedy i 5 monitorów nie byłoby wystarczające.
Ale do rzeczy... Nie, nie kupiłem zestawu karta graficzna + monitor + biurko. Aktualnie moje środowisko pracy wygląda tak:

Gdzie:
- tutaj operuję na systemie hosta korzystając z aplikacji "pobocznych (Opera, Outlook, Skype etc..)"
- to głównie ten pan kradnie mi dioptrię po dioptrii zawierając wirtualkę z projektem, nad którym aktualnie pracuję
- nie nauczyłem się jeszcze w pełni efektywnie korzystać z trzeciego monitora, więc póki co jest to śmietnik na który wrzucam wszystko co powinno być na wierzchu, ale nie wymaga ciągłej obserwacji
Ale po co o tym piszę? Przecież nie żeby pochwalić się zdolnością gapienia się w trzy ekrany jednocześnie. Celem niniejszego posta jest przedstawienie niesamowitego kawałka softu: MaxiVista.
Jak można zauważyć mój trzeci ekran to nie dodatkowy monitor, a najzwyklejszy laptop. Tak jest: osobny komputer pełni rolę kolejnego powiększenia obszaru roboczego mojego pulpitu, pozwalającego na interakcję z programami działającymi na moim GŁÓWNYM sprzęcie. I pisząc NAJZWYKLEJSZY mam dokładnie to na myśli – może to być autentycznie COKOLWIEK z wifi lub dziurą na kabel sieciowy. Aktualnie w tym miejscu stoi 4 czy 5-letni Asus A6U, który nie powala możliwościami, ale dla MaxiVista to i tak za dużo! Z ciekawości przetestowałem ten program na stareńkiej Toshibie (10 lat?) z zainstalowanym Win98 (bo niczego nowszego nie "udźwignie") i... działa jak marzenie! Nieważne, że w środku komputera siedzi sprzęt warty 15zł. Ważne, że ma ekran i da się to coś podłączyć do sieci.
Może brzmię jak Klaudiusz z BigBradera reklamujący samoprasujące się gacie w TVSzopie, ale to jest naprawdę coś wartego uwagi. Minimalnym kosztem (najtańszy sprzęt + kilkadziesiąt $ za MaxiVista) możemy rozszerzyć środowisko pracy do tak wielkiej przestrzeni, że aż do przesady – bo program umożliwia podłączenie więcej niż jednego dodatkowego komputera! Ale chyba jeszcze nie dojrzałem do sprawdzenia jak to jest z 4 ekranami :) (ale spokojnie, mam czas... Jenna Jameson pewnie też nie od pierwszego dnia kariery wskoczyła w sam środek orgii).
Oprócz opisanego rozszerzenia pulpitu na inne komputery program zawiera dodatkowo o wiele więcej feature’ów. Nie bawiłem się jednak nimi, póki co jestem w trakcie "nacieszania się" tym jednym. A jeżeli w twoim domu wala się gdzieś jakiś zapomniany laptop, który w dzisiejszych czasach nie nadaje się już do niczego... ściągnij demko i przekonaj się sam, że nawet najstarszy trup może się jeszcze do czegoś przydać!
Niechaj NIESKOŃCZONA ROZDZIELCZOŚĆ ma was w swojej opiece, idźcie w pokoju.
P.S. Polecam dorzucić do tego darmowe narzędzie Winsplit Revolution – jest na tyle fajne, że może kiedyś doczeka się własnego posta?