Kilka miesięcy temu napisałem posta o jakże wdzięcznym tytule "Jak zostać programistą". Efekt tej minipublikacji przeszedł moje najśmielsze oczekiwania - liczba jej odwiedzin, mnogość komentarzy pod wpisem oraz prywatnych maili dotyczących poruszonej tematyki utrzymuje się do dziś na ponadprzeciętnym jak dla mnie poziomie. Wejścia na mojego bloga z Google po wpisaniu frazy "chcę zostać programistą" lub "zawód programisty" biją na głowę te wszystkie świetne wypociny:) o C#, VS czy .NET. Na forum CodeGuru raz po raz także ktoś rozpoczyna podobny wątek.
W obliczu tak wielkiego zainteresowania postanowiłem zostawić na chwilę kwestie techniczne i rozwinąć trochę ów temat. Zagłębić się dalej w... "zawód programisty".
Dzisiaj napiszę o nadziejach. Jak postrzegałem ten zawód wybierając go? Na co liczyłem zarywając noce przez ostatnie kilka lat? Nieustannie szukając swojego miejsca i chłonąc nową wiedzę? Mieszając życie prywatne z zawodowym tak, że teraz nie da się już ich rozerwać? Czego oczekiwałem od codziennej PRACY czyniąc z niej swoje hobby, swoją pasję i swój największy nałóg?
Rozwój
Od samego początku przygody z programowaniem wiedziałem, że za tymi bełkotliwymi dla zwykłego człowieka milionami linii instrukcji kryje się coś więcej. Coś więcej niż przeciętne rzemiosło, polegające na nieustannym bezmyślnym klepaniu tego samego przez X godzin dziennie "aż w końcu zacznie działać".
W przypadkach wyjątkowych można nawet pokusić się o określenie: SZTUKA. Do tego dążyłem i dążę cały czas. Upragnionego poziomu nigdy nie osiągnę, ale w tym przypadku od dotarcia do celu ważniejsza jest droga do niego.
Przez większość studiów czekałem na ich koniec, żeby nareszcie móc bez przeszkód robić to co chcę. Iść do pracy i rozwijać swoje hobby, czy to nie cudowne i godne pozazdroszczenia? Od pracy zawodowej oczekiwałem nieustannego, dynamicznego, pasjonującego poszerzania swojej wiedzy. Uczyć się od mistrzów, odkrywać jak wiele jeszcze nie wiem i nadrabiać te zaległości!
Kasa
Ileż to mówi się o zarobkach informatyków! Kończysz studia, całymi dniami robisz to co chcesz robić, i jeszcze za to płacą jak mało komu! Brzmi znajomo? Trąbią o tym w gazetach i internecie, szczególnie pod koniec każdego roku akademickiego. Po latach dziadowania wreszcie będę miał komputer taki jaki chcę, wreszcie kupię wymarzoną furę, wreszcie odwieczny problem "kino czy browar?" odejdzie w niepamięć! Tak sobie właśnie myślałem, to miała być prawdziwa wymierna nagroda.
Kariera
Hej, po co podczas studiów wychodzę daleeeeko poza standardowy program olewając to, co jest zbędne? No jak to, oczywiste - żeby pracę zacząć od poziomu wyższego niż pierwszy lepszy absolwent, który cały czas od matury do magistra spędził z bełtem w garści. Skończę uczelnię i wyląduję na stanowisku programisty z prawdziwymi obowiązkami, nie będę jednym z miliona pospolitych zbieraczy programistycznej bawełny, "przynieś-podaj-pozamiataj". Raz dwa, miesiąc po miesiącu, kwartał po kwartale, coraz ambitniejsze zadania i coraz ciekawsze wyzwania. Przecież mam tyle do zaoferowania! Czyż nie o to w tym chodzi? Żeby nie popaść w rutynę, żeby się, o zgrozo, nie nudzić! (czy w ogóle można się nudzić będąc programistą?)
Społeczności
Nic mi nie wiadomo o potajemnych spotkaniach prawników czy lekarzy, którzy po godzinach schodzą się w celu wymiany doświadczeń i wzajemnego dokształcania. Wiadomo mi natomiast o takich spotkaniach w środowiskach informatycznych. Czy to specyfika naszego zawodu, że jest on hobby dla którego jest się gotowym po całym dniu pracy siedzieć kolejne 3-4 godziny wśród podobnych sobie zapaleńców? Wszystko dla nowej wiedzy. Nieważne czy w aktualnym projekcie jest to potrzebne, nieważne czy są w ogóle rzeczywiste perspektywy na wykorzystanie omawianych narzędzi. Ważne, żeby wiedzieć co w trawie piszczy!
Kolejna zatem nadzieja: "po studiach to dopiero się pokażę!" Przed prawdziwym rasowym programistą nie ma granic. Zdobyć tonę doświadczenia w pracy a następnie dzielić się nim na forum. Spotkać polskiego Ayende, polskiego Boodhoo, polskiego Hanselmana! Po studiach, w końcu na studentów "na pewno zawsze patrzy się z lekkim przymrużeniem oka"...
Pasja
Na koniec najważniejsze oczekiwanie - na każdym kroku, niezależnie od miejsca pracy, niezależnie od firmy, spotykać pasjonatów, dla których pokonywanie kolejnych barier jest esencją tego zawodu. Dyskusje o nowościach, wymiana doświadczeń, wyprawy na konferencje, być może nawet wspólna lektura blogów czy oglądanie DNRTV... czy to możliwe, że gdzieś tego nie ma? Czy nie po to buduje się zespoły? Przecież na pewno programista wstaje rano pełen energii, pewien, że dzisiaj będzie bardziej interesujące niż wczoraj i mniej interesujące niż jutro. Piękne?
Uff... Temat to bardzo dla mnie trudny. Dwa dni zabrało mi spisanie tego tak, aby móc to umieścić gdzieś poza własną głową. Podkreślam jeszcze raz, że zawarłem tu pewną część swoich myśli sprzed kilkunastu miesięcy, i wcześniej, identyfikując się z "tymi na rozdrożu". Kiedyś prawdopodobnie postaram się skonfrontować to z rzeczywistością. Kiedyś. Do tej pory jakiekolwiek dywagacje "co jest a co nie jest jak powinno" są bez sensu.
A Wy, jak widzicie ten zawód? Jak go sobie wyobrażacie lub czym on jest dla Was? Który z wymienionych przeze mnie punktów jest naiwny, niepotrzebny, a czego zapomniałem tu dodać? Liczę na feedback, który pozwoli wszystkim dowiedzieć się więcej o znaczeniu słowa "programista". A może nawet szerzej - "informatyk"?
Na koniec krótki przekaz do licealistów/studentów szukających motywacji do dalszej pracy nad sobą:
Przeczytajcie jeszcze raz to co spisałem. Porównajcie z własną odpowiedzią na pytanie "po co robię to co robię?" (ale ze mnie kiepski raper). Jeżeli choć częściowo pokrywa się z moją to... do roboty! To JEST możliwe. Nikt nie da na to gwarancji (a już na pewno nie ja ;) ). Nie każdemu uda się osiągnąć taki trwający całe życie programistyczny orgazm. Ale może akurat TY będziesz takim szczęśliwcem? Bez pracy nie ma kołaczy, a jedynie mega-zmuła. Niechaj to będzie dla Was inspiracją.