4
Nov

"You can develop. Po prostu programuj."

“Idź, teraz ty, teraz twoja kolej, twoja szansa!” – drze mi się do ucha dryblas z irokezem. Trampki i powycierane dżinsy zdecydowanie nie pasują do jego trzydziestuparu lat, ale… chyba on jest “cool”.

Wypycha mnie za kotarę. Reflektor wali po gałach. Dopiero teraz zaczynam żałować, że w ogóle do tego doszło… no ale cóż, sam się zgłosiłem, nikt na siłę z domu mnie nie wyciągał.

Niepewnym krokiem, ściskając laptopa pod pachą, drepczę po deskach sceny. Na samym jej środku stoi biurko, krzesło i mikrofon. Moja mała cela śmierci. Marzyłem o tym momencie, ale teraz wolałbym cofnąć czas. Niewielka odległość pomiędzy “backstage” a “center of the stage” wydaje się rozciągać w całe setki kilometrów. Byle nie było “i teraz upada po raz pierwszy”….

Docieram na miejsce i niepewnym głosem szepczę do mikrofonu: “Cześć”. Tłum szaleje, skanduje moje imię. Debile? Nikt się nigdy wcześniej z nimi nie przywitał? Niby powinno mi to pomóc, ale nie mogę odeprzeć wrażenia, że to wszystko jest tylko jakimś okrutnym żartem.

Światło z lamp oślepia, mrużę oczy żeby cokolwiek zobaczyć. Najbliżej mnie siedzi trójka Wielkich Jurorów. To niby dla nich tu przyjechałem.

“Powiedz, co nam dziś pokażesz?” – rozbrzmiewa męski, pewny siebie głos. Ojej, to Przewodniczący Jury! Zbieram się do odpowiedzi, ale zanim wyjąkane słowa nabierają sensu, słychać perlisty śmiech. “Och, jaki on słodki! Pokaż no się, przedstaw, skąd przyjechałeś?”. Głos Sztucznego Anioła – jedynej Pani Juror. Jej zadaniem jest łagodzenie brutalnych żartów, które od pozostałej dwójki niechybnie popłyną wkrótce w moją stronę. Już widzę jej wizerunek podczas transmisji – zwykła baba kreowana na księżniczkę dawnej Sri Lanki, która jest tak delikatna, że gotowa zejść z tego łez padołu z powodu porażenia prądem gdy jej ipad wpadnie do wanny podczas kąpieli w kozim mleku.

Ze stresu miętolę swoje flanelowe mankiety, znowu nie dają mi dojść do słowa. “Nie mamy całego dnia, zaczynaj!” – krzyczy Trzeci Juror, ten Najbardziej Brutalny. Oj, ten to pojedzie po mnie jak po burej suce…

“Pokażę dziś wam jak można wystawić usługę www na świat w kilku raptem linijkach kodu” – zaczynam. Wreszcie nadchodzi szczątkowa odsiecz w postaci kalekiej namiastki pewności siebie. W końcu wiem o czym mówię! Ale po minach widzę, że nie rozumieją. Nieważne, skoro już tu jestem to zrobię co mam do zrobienia.

Odpalam Visuala. Odwracam się na chwilę i widzę, że na przeogromnym ekranie za moimi plecami widać znajomy dialog: “Visual Studio is waiting for a background operation to complete”. No super. A czas leci. Publiczność robi tępe “ooooooo” bo myśli, że to już to.

W końcu odzyskuję panowanie nad komputerem. Odcinam się mentalnie od otoczenia i walę w klawiaturę ile wlezie. Parę minut – i gotowe. Ctrl+F5… Działa!

Z dumą podnoszę głowę znad ekranu i już mam rozpoczynać analizę napisanego kodu. Taki elegancki, taki ekspresyjny, taki zwięzły, a jednocześnie taki potężny! Jea, teraz to im szczęki opadną!

Nie zdążyły opaść, gdyż głośne ziewnięcie wytrąca mnie z wątku. To Brutal. “Oj oj oj, to chyba nie był dobry pomysł. Ma ktoś red bulla? Zdrzemnąłem się”. Publiczność wybucha śmiechem. Nawet Fałszywy Anioł parska, opluwając blat przed sobą.

Zaczyna się jazda. Nikt nie ma pojęcia co właśnie zrobiłem, o czym chcę powiedzieć. Jestem tylko marionetką, karykaturą przyszłej gwiazdy. Nie umiem tańczyć, nie umiem śpiewać, nie umiem gotować. Tylko programować umiem. I oni to wykorzystują. Po najbardziej upokarzającym kwadransie mojego życia zwlekam się ze sceny. Stary-młody z irokezem szczerzy się, klepie mnie po ramieniu. “Nie było tak źle”, mówi, “frajda i ubaw po pachy!”. Czekają na kolejnego błazna.

I dlatego właśnie nigdy nie zgłoszę się do “Po prostu programuj”, jeśli ktoś kiedyś wpadnie na pomysł jego realizacji.

Autor

Maciej Aniserowicz

Maciej Aniserowicz
"Procent"
developer / architect

MVP
MCP

Search
Facebook
Twitter
Archiwum
Kategorie
© Copyright 2008-2014 Maciej Aniserowicz. All rights reserved. Running on WordPress.