31
Jan

Kto rano wstaje…

… temu żonka daje, chciałoby się powiedzieć. Ale żonka wtedy jeszcze śpi. I o to właśnie po części chodzi. “O czym ty, kurde, cycu, prawisz?” cisnąć się może na usta pytanie.

W relacji z We Actually Build Stuff wspomniałem, że @rafek podzielił się ze mną tipem “jak zrobić coś hobbystycznie-produktywnego pracując zawodowo i mają małe dziecko w domu“. Właściwie to było chyba pierwsze pytanie jakie mu zadałem, mimo że wcześniej nie znaliśmy się w “realu”.

Wydawało mi się to niemożliwe do osiągnięcia, ale odpowiedź była na tyle banalna, że się zdziwiłem swojej niedomyślności. Wprowadziłem tą poradę od razu w życie i dwa miesiące później mogę powiedzieć – to się sprawdza. Co można zresztą zauważyć nowym tchnieniem życia, jakie udało się wpompować w blog.

Jednak zanim napiszę OCB – najpierw małe wprowadzenie w kontekst…

Mój zwyczajny dzień wyglądał mniej więcej tak: pobudka o godzinie pozwalającej rozpocząć pracę o wyznaczonej godzinie. Potem praca. Potem jakiś siakiś obiad i “quality time” z rodziną czy załatwianie “spraw codziennych”. Przychodzi co do czego i mamy wieczór. Czas na serial czy film, ew. browara, książkę, muzykę… bo ani na programowanie dla przyjemności ani na pisanie bloga nie ma po prostu siły. Kiedyś było inaczej – jeszcze 2-3 lata temu mogłem spokojnie sobie posiedzieć nad czymś do północy czy dłużej… ale teraz już nie bardzo. Słowem – dziadzieję.

I gdzie tu miejsce na cokolwiek “zawodowego” poza pracą? Ano właśnie… Trzeba wydłużyć sobie dzień! Wystarczy wstać wcześniej. Na tyle wcześniej, żeby mieć 1-2 godzinki dziennie, codziennie, tylko dla siebie. Ja wstaję o 5:15. Zacząłem od 5:30 a planuję to przesunąć jeszcze trochę, żeby wstawać regularnie o 5:00. I wiecie co? To jest super. Wszystkie moje dwie kobietki śpią – mam święty spokój. Włączam muzyczkę i mogę odpłynąć. Umysł mam, po pierwszym łyku kawy, gotowy do wrzucenia na najwyższe obroty. Przez tyle czasu nie zmęczę go zbytnio, więc w pracy jestem tak produktywny jak byłem wcześniej. Z kolei na późniejsze aktywności to nie wpływa – w końcu nie wymagają one nie wiadomo jakiej formy psychiczno-umysłowej. Zabawa z dzieckiem, wypad do sklepu, lekarza, czytanie książki czy oglądanie filmu to nie rocket science i spokojnie nawet taki 1,5-2h wcześniej przebudzony mózg sobie z nimi poradzi.

To prawda, wstać jest czasami ciężko – średnio raz w tygodniu mi się to nie udaje. To prawda, raz na kilkanaście dni odpłynę o 18 po to aby obudzić się dopiero rano. Ale póki co – zdecydowanie mi się to opłaca i podoba. Na razie ten czas poświęcam na pisanie postów, eksplorowanie jakichś ciekawych narzędzi napotkanych w ciągu dnia oraz organizację pozostałości po moim romansie z GTD. W przyszłości (jak zbuduję wystarczający duży bufor postów, co pewnie uda mi się osiągnąć w ciągu max 2 tygodni) planuję posiedzieć nad jakimś hobbystycznym projektem, popoznawać nowe biblioteki/technologie, przygotowywać prezentacje itd.

Prawie za darmo mam dodatkowo ~15% dnia pracy – tylko dla siebie. A być może będzie więcej, jeśli uda mi się tą praktykę wprowadzić również w weekend.

Polecam przetestowanie.

A, i jeszcze odpowiedź na pytanie które na pewno się pojawi: zwykle chodzę spać między 22 a północą.

Jako bonus: ciekawy artykuł “jak zacząć w tym temacie”, też od @rafka: “The Most Successful Techniques for Rising Early“.

A jak Wam udaje się zająć czymś interesującym poza pracą? Głównie zwracam się do osób z “rodzinnymi obowiązkami”, bo wcześniejszy etap życia mam już za sobą i to doskonale znam:).

Autor

Maciej Aniserowicz

Maciej Aniserowicz
"Procent"
developer / architect

MVP
MCP

Search
Facebook
Twitter
Archiwum
Kategorie
© Copyright 2008-2013 Maciej Aniserowicz. All rights reserved. Running on WordPress.